Zbliża się Boże Narodzenie, więc o tej wyjątkowej rodzinie będzie się sporo mówić. Widzę, że jest to temat dość kontrowersyjny po komentarzach jakie otrzymuję. Spróbuję się nich odnieść i coś jeszcze dodać do tego tematu.
Święta Rodzina czyli Maryja, Józef i Jezus są stawiani w dzisiejszym świecie jako wzór rodziny do naśladowania. Jaka jednak była na prawdę ta rodzina? Czego możemy się dowiedzieć z kart Pisma Świętego, co możemy wywnioskować z czasów, w których żyła. W końcu żyli w konkretnym miejscu i czasie, który na nich wpływał. Mieli być zwykłą rodziną, która otrzymała niezwykły dar wychowania Syna Bożego. Dlatego też ważny jest kontekst kulturowy i to jak wyglądały rodziny w tamtym czasie. Pismo Święte mało mówi o dzieciństwie Jezusa, a przecież ono było. Milczy w dużej mierze o Jego rodzinie, a przecież ją miał.
Jak więc wyglądała przeciętna rodzina w tamtych czasach. Co może zaskoczyć bardzo często była to rodzina patchworkowa, wielodzietna (gdzie dzieci pochodziły z różnych związków). Kobiety umierały przy porodach, niemowlęta i małe dzieci dużo częściej niż dziś umierały w skutek różnych chorób. Mężczyźni ginęli w wypadkach w pracy, czy też na skutek jakichś chorób umierali. Strona, która pozostawała z dziećmi często zawierała drugi związek, z którego też były dzieci. Rodziny były naprawdę liczne i wielopokoleniowe. Bardzo często były w nich dzieci z poprzednich związków i z aktualnego. Ojciec przekazywał swój zawód synom, matka uczyła dziewczynki, wszystkiego co kobiety powinny wiedzieć i umieć zrobić.
Święta rodzina nie była tu wyjątkiem. Maryja była młodą kobietą, nastolatką, gdy wyszła za Józefa. Józef był starszy od niej. Prawdopodobnie był to jego kolejny związek i miał już dzieci. Uratował on Maryję przed ludźmi, oskarżeniami i być może niechlubną śmiercią z powodu nieślubnego dziecka jakim był Jezus. W świetle tego co widzili ówcześni ludzie On był nieślubnym dzieckiem, można by rzec benkartem. Ludzie żyjący obok nie mnieli widzeń, odwiedzin aniołów, etc. Widzili tylko co się dzieje, że Maryja zaszła w ciążę przed ślubem, co było surowo zakazane i karane. Józef zdecydował się ożenić z Maryją i wychować Jezusa choć ten nie był jego synem w sensie biologicznym i jak wiemy wcale nie miał na to dużej ochoty. Postanowił nie odprawić Maryi dopiero po interwencji anielskiej. Był w świetle dzisiejszej nomenklatury ojczymem dla Jezusa, był dla niego jedynym ojcem ziemskim jakiego znał i miał. Od niego przejął zawód.
Jak już zostało wykazane zapewne miał przyrodnie rodzeństwo (stosunek prawny też się tu liczy, nie tylko biologiczny), ze strony Józefa z jego poprzedniego związku. Zapewne też miał rodzeństwo po matce, która je później urodziła (młodsze). Wiem, że niektórzy tu powiedzą, że to nie zgodne z dogmatem. Ale po pierwsze Maryja po urodzeniu siłami natury Jezusa już nie mogła być dziewicą. Po drugie byłoby to sprzeczne z Biblią i nakazami Bożymi już wcześniej danymi człowiekowi jak nakaz rozmnażania się, czyli współżycia ze sobą oraz miłości. Bóg jest miłością, więc dlaczego miał by bronić miłości, również tej fizycznej Maryi i Józefowi. Czyż młodzi ludzie mieszkający razem, dzielący jedno łoże naprawdę nie mieli nigdy ochoty na okazywanie sobie czułości i na współżycie ze sobą? Zostali pozbawieni ludzkich odruchów? Ludzkich instynktów? Nie byli do końca ludźmi? Jeśli nimi nie byli to jaką ludzką naturę Maryja przekazała Jezusowi? Zbawił wszystko, ale nie seksualność człowieka? To było by bez sensu. Maryja po prostu po ludzku nie była nigdy ciekawa jak to jest współżyć? Miała przecież legalnego męża, mogła to robić. W Piśmie Świętym nigdzie nie pisze, że była dziewicą do śmierci.
Za to możemy przeczytać w Biblii, że Jezus miał braci i siostry. Jak już wcześniej wykazywałam są fragmenty mówiące to wprost, a nawet wymieniające ich po imieniu (przynajmniej braci). Podniosły się głosy, że Jezus rozszerzył rozumienie brata i siostry na każdego bliźniego. Prawda, rozszerzył. Ale żeby coś rozszerzyć to najpierw trzeba to poznać – to po pierwsze. Po drugie jest np. fragment w Piśmie Świętym, gdzie ludzie go słuchający wołają do Niego, że przyszła Jego matka z Jego rodzeństwem i nie potrafią dość do Niego z powodu tłumu jaki go otacza. To Ci ludzie też, rozszerzyli to pojęcie (brata i siostry) zanim jeszcze zrobił to sam Jezus? Coś tu nie pasuje jak dla mnie. Może nie warto przyjmować jednej interpretacji za właściwą tylko trzeba samemu czytać, szukać i włączyć logiczne myślenie?
Oto fragmenty do których odwołałam się powyżej: Mt 3, 31-35: „Tymczasem nadeszła Jego matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego aby Go przywołać. A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy mu powiedzieli: Oto Twoja matka i bracia na dworze szukają Ciebie. Odpowiedział im: Któż jest moją matką i moimi braćmi”. Zatem mamy najpierw głos ludzi, mówiący o matce i rodzeństwie, a dopiero później rozszerzenie dokonane przez Jezusa. Paralelny fragment jest u Mateusza 12, 46-50. U Mateusza jest nawet on zatytułowany „prawdziwi krewni Jezusa” [tłum. za Biblią Tysiąclecia]. Jak ludzie, którzy mieli problem pojąć nauki jakie głosił, mogli sami dokonać rozszerzenia znaczenia bliskich krewnych na wszystkich ludzi? Oni po prostu powiedzieli Mu kto przyszedł, bo ich znali. Bez podtekstów, bez głębszego czy drugiego dna.
