To w jakie sposób kościół traktuje seksualność ma wpływ na to jak jest ona postrzegana w naszej kulturze, opartej na wartościach chrześcijańskich. Zamknięcie na ten temat, wypowiadanie się przez osoby nie posiadające doświadczenia (przynajmniej teoretycznie) nie pomaga i prowadzi do wielu nieprawidłowości.
W samym kościele narzucenie celibatu powoduje problemy u księży. Nie każdy potrafi dać sobie radę z napięciem jakie się w nim rodzi. Można nawet wskazać, że sam kościół nie wspiera w tym, nie mówi jak sobie można poradzić z takim napięciem, jak je rozładować w sposób dobry i pozytywny. Nie ma tutaj żadnych wskazówek, jest suchy nakaz celibatu i koniec. Warto tutaj zaznaczyć, że temat celibatu jest dużo bardziej skomplikowany i głębszy – wymaga osobnego omówienia.
W efekcie w samej strukturze kościelnej dochodzi tutaj do nadużyć, do łamania nakazu celibatu. Księża są w związkach z kobietami, mają z nimi dzieci. Oczywiście nie wszyscy. Statystycznie w Polsce około 60 % księży łamie celibat, a 15% księży ma dzieci (dane za badaniami prof. Baniaka). Prowadzi to do życia w rozdwojeniu, dzieci wychowują się w niepełnych rodzinach (na codzień), gdyż ojców widują tylko od czasu do czasu (nie mieszkają z nimi) lub wcale. Kobiety muszą znosić ukrywanie się, to że nie mają normalnej rodziny. Często to kobiety w tych układach są piętnowane choć decyzja o takim związku może zapadać obopólnie lub nawet wychodzić z inicjatywy księdza.
Poza tym może to prowadzić do innych nadużyć takich jak: związki homoseksualne w kościele (wśród kleru statystycznie około 30% księży, z zastrzeżeniem, że są miejsca gdzie ten odsetek będzie mniejszy lub znacznie większy jak np. w Brazylii gdzie szacuje się, że 90% kleru jest homoseksualna), między księżmi – czasem też z przymusu, wykorzystując hierarchię, molestowanie kobiet, molestowanie dzieci, wykorzystywanie kobiet i dzieci, masturbacje, czy wszelkie inne dewocje włącznie z orgiami (imprezami z paniami czy panami do towarzystwa, gdzie każdy z każdym robi co chce). Osobiście znam przypadek molestowania dorosłej kobiety przez zakonnika (oczywiście bez konsekwencji, przeniesiony do innej diecezji), znam przypadek takich „orgii”, które miały miejsce na parafii bliskiej memu miejscu zamieszkania (nie moja parafia) i gorszyły ludzi, którzy się zorientowali ze względu na usytuowanie domu parafialnego.
Księża mający sami takie problemy bardzo często chcą pouczać wiernych jak się mają zachowywać w tych kwestiach. Jest to nie dopuszczalne i rodzi dalsze wynaturzenia wśród wiernych, zwykłych rodzin. Rodzi poniżanie kobiet, traktowanie ich przedmiotowo, jako zawsze winne i prowokujące. Tak jak mężczyźni byli by bezwolnymi marionetkami zdanymi na swoje hucie nad którymi nie są w stanie zapanować, a może nie chcą? Może warto by wysłać jednego czy drugiego takiego na leczenie do seksuologa najpierw, czy też aby ponosili realne konsekwencje swoich czynów. Jak mają też przekonać do wartości biblijnych w tym aspekcie jeśli tematyka ta jest im albo obca, albo wypatrzona ze względu na narzucenie im celibatu. Najlepiej uczy się przez przykład i to jest prawda znana nie od dziś. Jak mogą dobrze uczyć czym jest małżeństwo, rodzina, posiadanie dzieci, trudy codziennego życia (w tym i utrzymania rodziny) skoro sami tego na własnej skórze nie przerabiają. Uwielbiają natomiast wypowiadać się czego wolno, a czego nie – nie koniecznie właściwie, a wiedzę wyciągając czasem z przysłowiowego średniowiecza (przysłowiowego, bo to nie koniecznie były takie ciemne wieki jak się powszechnie uważa).
Oczywiście są też normalni, zdrowi księża, żyjący jak nakazuje na chwilę obecną kościół, są tacy którzy żyją w związkach i nie mam zamiaru tego piętnować – mimo wszystko mogą być lepszymi ojcami niż ci zamieszkujący i tworzący niby dobrą, normalną rodzinę. Wszystko zależy od poszczególnych przypadków i tego czego chcą i na co się piszą obie strony. Do kwestii celibatu odniosę się jeszcze później w innych wpisach, jest to zbyt obszerny wątek do poruszenia go w tej chwili.
Warto więc zadać już teraz pytanie o słuszność celibatu jako takiego? O prawo księży do pouczania w tematach rodziny, seksualności, dzieci… O to jaki sami dają przykład. O to na ile sami to pojmują, nie przeżywając tego, w końcu to są normalni ludzie z krwi i kości. Też mogą mieć potrzebę bycia ojcem, popęd seksualny, w końcu tak ich stworzył Bóg. Wiem, że mówią, że poznają tą tematykę ze spowiedzi czy rozmów z wiernymi jednak to nie jest to samo. Zaś w czasie takiej spowiedzi czy rozmów, bardzo często nie słyszą wszystkiego, nie ogarniają skąd coś wypływa, skąd się bierze, jak to odbiera druga strona (przy spowiedzi). Co innego posiadać wiedzę, ze spowiedzi, a co innego z własnego doświadczenia.
