Kolęda – tradycja

Tradycja Polska zakłada, że w okolicy Świąt Bożego Narodzenia, Nowego Roku ksiądz chodzi po tzw. kolędzie. Czyli odwiedza parafian w ich domach, teoretycznie, żeby porozmawiać, pobłogosławić ludzi i ich domy. W Polsce wygląda to tak, że ksiądz narzuca terminy kolędy chodząc codziennie (lub w określone dni tygodnia), od domu do domu. Tzn. udostępnia np. na stronie internetowej, czy w gablotach przy kościele porządek kolędy, gdzie znajdujemy informacje: o której zaczyna chodzić w dany dzień i po jakiej ulicy, czasem z numerami domów, że od nr takiego, a takiego do takiego. Czasem jedna kolęda to jeden cały blok jak jest tam około 100 mieszkań. Czasem są dzielone ulice, a czasem jest nawet kilka ulic na jednej kolędzie. Jednym słowiem wiemy kiedy ksiądz zaczyna, ale o której do nas dotrze nie mamy zielonego pojęcia. 

Za granicą wygląda to inaczej. Najczęściej nie ma czegoś takiego. Np. w Stanach Zjednoczonych ksiądz przez cały rok umawia się na obiad czy kawę z parafianami, jeśli Ci go zaproszą, bo chcą o czymś spokojnie porozmawiać, czy żeby im pobłogosławił dom. Osobiście uważam tą opcję za lepszą.

W polskiej tradycji na księdza powinna czekać w domu cała rodzina, powinien stół być nakryty białym obrusem. Na stole powinien się znajdować krzyż, dwie świece po bokach, biblia, zeszyt do religii jeśli dziecko chodzi do szkoły i takowy posiada, oraz najbardziej kontrowersyjny element, czyli koperta z ofiarą na kościół. Część ludzi nie daje nic (mniejszość), a są tacy którzy do koperty wkładają i parę tysięcy. 

Uważam, że kolęda w takiej polskiej formie nie jest dobra dla nikogo. Ksiądz chodzi od drzwi do drzwi, nigdy nie wiedząc co go czeka, jak zostanie przyjęty, ma duże różnice temperatur, co sprzyja infekcją, nie ma de facto czasu na dłuższą rozmowę, jeśli taka jest autentycznie potrzebna. Jeśli chodzi o parafian to jest to zmuszanie ich do siedzenia w domu, brak szacunku do nich np. przez publikację planu kolędy dzień wcześniej (i co w tym momencie mają ludzie brać urlop na żądanie z pracy?) – a zapewniam, że są takie sytuacje. Do tego są miejsca gdzie ksiądz chodzi rano i popołudniu, a są takie gdzie ksiądz chodzi tylko popołudniu. Są też oczekiwania jak ma wyglądać w domu, ale sami wejdą (księża wraz z ministrantami) i zadeptują wszystko (co może być szczególnie uciążliwe tam, gdzie chodzi od domu do domu, a na ulicy zima, śnieg, sól, plucha, błoto…). Dla niejednej starszej osoby czy chorej posprzątanie po takiej kolędzie może być nie lada wyzwaniem. I jest to ok. Parafianie są zmuszeni do siedzenia i czekania na nich nie wiadomo jak długo, czasem i do nocy. I nie ma tutaj wyjątków, bo małe dziecko, czy osoba starsza, która ma już problem wysiedzieć tak długo, czy ktoś chory, czy zdrowy. Każdy tak samo, bo Ksiądz musi przejść i pozbierać koperty. Tak pozbierać koperty. Bardzo często się to do tego właśnie sprowadza. 

Przyjdzie, odmówi modlitwę, pokropi wodą święconą (albo i nie), zapyta co słychać (ale nie rozgaduj się), czasem zapyta co się sądzi na temat tego co się dzieje w Kościele i idzie dalej, bo jeszcze tyle domów do odwiedzenia, ale oczywiście ofiarę praktycznie zawsze weźmie. Ja osobiście znam tylko trzy przypadki, że ksiądz po kolędzie nie wziął koperty. A można tutaj nadmienić, że w niektórych miejscach ludzie dają po kilka kopert na mieszkanie (dla księdza, na kościół, dla organisty). Są to ich całkiem spore dochody, którymi się nie chwalą i wcale nie jestem przekonana, że one idą na kościół. 

Jakie są skutki nie przyjęcia kolędy? Problemy z pogrzebem, problemy z Komunią święta jeśli dziecko ma przystępować w danym roku czy w danym cyklu przygotowań, to samo dotyczy bierzmowania, chrztu czy małżeństwa. Problem z zostaniem matką / ojcem chrzestnym dla dziecka, czy świadkiem do bierzmowania. Jednym słowem nie ma kolędy jest problem z sakramentami w kościele. Czy to podejście jest w porządku? 

Co widzę w kolędzie, brak szacunku dla wiernych, brak czasu na prawidłową rozmowę od serca jeśli ktoś jej potrzebuje, pośpiech, pieniądze dla księdza, lustrowanie jak mieszkają parafianie. Jakoś Boga w tym nie widzę i prawdziwego spotkania. No chyba, że w momencie jak się modlą w domu raz Ojcze Nasz albo coś innego (bo gdzie 2 albo 3 w Imię Moje się gromadzi tam i Ja jestem), ale po modlitwie to już pobudzania do wiary nie widzę jakoś. Dla mnie to męczące i niepotrzebne dla obu stron. O przepraszam, gdyby nie było kolędy księża mieli szczuplejsze konta bankowe. A jakie jest Wasze zdanie w tym temacie? 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

five × = fifteen
Powered by MathCaptcha

Przewijanie do góry