Syn Boży, Jezus Chrystus, Syn Maryi. Co było Jego misją, celem? Teoretycznie proste pytanie. Jest to Bóg wcielony w ciało człowieka w celu zbawienia ludzi. Prosta odpowiedź. Niby wszystko w sobie zawiera, ale czy na pewno? Czy w tym jak dziś podchodzimy do Jego osoby bierzemy pod uwagę naprawdę wszystko?
Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna – absolutnie nie. Patrzymy się na oderwanego od rzeczywistości i wyidealizowanego człowieka, który był oczywiście też Bogiem i chciał nas zbawić. Jednak przekazy biblijne nie zawierają wszystkiego. Ważny jest też kontekst historyczny, społeczny, jak również inne starożytne przekazy o Nim. Dlaczego mamy się ograniczać przy poznawaniu Go tylko do przekazu jaki słyszymy w Kościele, z ambony, czy lekcji religii.
Zastanówmy się, do świątyni w starożytności mogli wchodzić oczywiście tylko żydzi i to bardzo konkretni. W zależności od tego, do której cześci świątyni ktoś wchodził musiał spełniać określone warunki, musiał np. być kapłanem. Kto zaś mógł być wtedy kapłanem, arcykapłanem, czy też pełnić inne funkcje. Oczywiście tylko mężczyzna (kobiety nie mogły nawet same czytać Tory – ciekawe dlaczego). Poza tym bardzo często ten mężczyzna musiał być żonaty, dobrze się prowadzić, mieć dobrze wychowane dzieci, cieszyć się dobrą opinią. Przeczytałam ostatnio, że aby nauczyć czy czytać Słowo Boże w świątyni mężczyzna musiał być żonaty.
Czy zatem Jezusowi pozwalali Żydzi czytać, rozmawiać na temat Tory, czy nauczać w świątyni i słuchali Go gdyby też nie spełniał tychże warunków? Był Żydem, przestrzegał prawa nadanego przez Boga, bardzo często zachowywał zwyczaje, choć piętnował te złe. Jeśli zaś łamał to prawo to po to, aby pokazać, że w danym miejscu jest ono złe, że zostaje zmienione przez Jego przyjście na świat. Jednak najpierw musili Go dopuścić (wpuścić choćby do świątyni) zacząć słuchać, czy chcieć z nim rozmawiać. Przecież Żydzi do dnia dzisiejszego nie przyjęli, że był Mesjaszem to dlaczego mieli by Go traktować w jakiś szczególny sposób i przyznawać prawa, których reszta Żydów nie miała?
Wyciągając z tego wnioski trzeba by stwierdzić, że Jezus miał żonę, a możliwe, że i dzieci, bo niby dlaczego nie miał by poznać i tych aspektów człowieczeństwa? Wzywał nas w swoim nauczaniu, że mamy stać w pełni Antroposem, żeby takie wezwanie miało siłę musi płynąć z przykładu. W przeciwnym wypadku ludzie by za Nim nie poszli. Poza tym jak miałby zbawić człowieka w pełni nie będą nim i nie zaznając każdego wymiaru bycia tymże człowiekiem.
Termin Antropos jest terminem bardzo bogatym. Oznacza człowieka w pełni. Musi on wszystkie elementy człowieczeństwa w sobie poznać, a następnie zintegrować, aby być w pełni Antroposem. Elementy te to np: psychika, dusza, cielesność, seksualność… „Jak ten, który stanowi Jedno ze stwórczą Inteligencją (Ja i Ojciec jedno jesteśmy), nie może pragnąć okaleczenia lub kastracji swoich stworzeń” – czyli nie może chcieć okaleczać ani kastrować tego co stworzył, a stworzył nas (ludzi) na swój obraz i podobieństwo. Wynika stąd wniosek, że człowiek nie może przekroczyć tego, czego świadomie nie zaakceptował. „Chodzi o zaakceptowanie swojej seksualności, dopiero wtedy można pretendować do ‚wzniesienia się ponad nią’. Zanim będzie się mówić o Androgenie, najpierw trzeba być naprawdę mężczyzną lub naprawdę kobietą. Żeby zbawić naprawdę ludzkość, Chrystus musiał być najpierw owym prawdziwym Androgenem inaczej jak by zbawił człowieka – w sposób nie kompletny? Można mieć często wrażenie, że właśnie tak nam to jest przedstawiane. – tzn. Chrystus nas zbawił, ale seksualności nie ruszajmy, on był czysty – nie miał żony, dzieci, był prawiczkiem. Bardzo często właśnie taki taki przekaz słyszymy. Tylko jeśli jest on prawdziwy to co Chrystus zbawił w człowieku tylko to co mu się podobało, a resztę zostawił? Nie, On chce zbawienia nas w całości, tak jak nas stworzył jako istoty duchowo-cielesne i to w pełni w każdym wymiarze.
Konkludując, aby nas w pełni zbawić musiał wiedzieć co to sex, aby to wiedzieć w sposób właściwy dla Żyda i nie łamiący prawa Bożego musiał być z kimś w związku, w dzisiejszej nomenklaturze powiedzielibyśmy, że musiał mieć żonę. I to nie są wymysły to po prostu czyta logika. Można polemizować czy miał dzieci, w końcu nie każda para je posiada co nie jest równoznaczne, z tym, że nie współżyje. Mało tego kościół mówi, że do ważności związku współżycie jest konieczne. Dlaczego więc prawa do tego aspektu człowieczeństwa odmawia się Synowi Bożemu? Jak nas zbawia w całości, skoro nie zna całości. Jak można zbawić coś czego się nie zna? W końcu nawet umrzeć musiał (i to w jaki sposób), aby poznać co to śmierć, zejść do szeolu i zbawić umarłych. Ale poznać wszystkich wymiarów człowieczeństwa nie musiał? Gdzie tu logika?
Cytowane fragmenty za teologiem, prawosławnym duchownym – następnie dominikaninem, filozofem i pisarzem – panem Leloup.
