Komentarze pod filmikami spowodowały nowe przemyślenia, warte uwagi. Po pierwsze nikogo nie zachęcam, ani nie zniechęcam do wpuszczania kolędy, księży czy religii. Nie jest moim celem obrażanie nikogo. Dlatego też jeśli komuś te treści nie odpowiadają proszę o opuszczenie kanału, strony. Nikogo nie zmuszam do niczego. Każdego szanuje, niezależnie od tego jakie ma poglądy i z każdym mogę rozmawiać – twórczo rozmawiać. Apeluję jednak o szacunek dla odmiennych poglądów i ludzi. Blog ten jest wyrazem moich przemyśleń, ma ukazać rzeczy niewłaściwie w ocenie osoby piszącej go.
Jeśli chodzi o kolędę, to temat okazał się bardziej kontrowersyjny niż myślałam. Sporo ludzi jej nie wpuszcza, sporo ją też wpuszcza. Co się wyłania z komentarzy, ciekawe wnioski. Osoby nie wpuszczające są chyba bardziej tolerancyjne, otwarte na dialog i różne spojrzenia. Osoby wpuszczające bardziej bronią swojego punktu widzenia, w skrajności do chęci narzucania go. Jest to ciekawe. Chrystus mówił o tolerancji i szacunku dla każdego człowieka. Mówił też o tym, że nie należy nikogo zmuszać do wiary bądź niewiary. Wiara / religia (choć pojęcia nie tożsame) są indywidualną sprawą między każdą osobą, a Bogiem. Nie powinniśmy ze względu na poglądy nikogo piętnować, wytykać, prześladować. Może katolicy powinni się bardziej otworzyć na coś innego, na inne podejście, na drugiego człowieka?
Kolęda jako szantaż. Ciekawe podejście i coś w nim jest. Nigdy wcześniej mi to do głowy nie przyszło, ale jest w tym coś prawdy. Jeśli by tak nie było, to dalsze udzielanie sakramentów czy dopuszczanie do pełnienia funkcji matki / ojca chrzestnego czy świadka bierzmowania nie było uzależnione od jej przyjęcia. Jeśli księża jak ktoś chce ślubu, posłać dziecko do komunii, pochować bliskiego zmarłego, czy też zostać świadkiem bądź chrzestnym najpierw w kancelarii spotyka się z wyciąganiem kartoteki parafialnej i sprawdzaniem czy wpuszcza kolędę i dalsza posługa od tego jest zależna to jest to rzeczywiście klasyczny szantaż. I nie chodzi tutaj o krytykę kolędy jako takiej w tej chwili, tylko o to jak ona wpływa na dalsze postępowanie kościoła względem nas, a zdecydowanie nie powinna. Chrystus mówił darmo otrzymaliście darmo dawajcie, nie kazał się nikomu tłumaczyć. Po prostu pomagał, rozmawiał, dawał to co było realnie potrzebne. Nie uzależniał przy tym niczego co robił od tego, żeby ktoś coś konkretnego uczynił przed dokonaniem przez Niego cudu, przed rozmową z Nim, etc. Nie można tutaj dostrzec fundamentów biblijnych do wymagania wpuszczania kolędy do dalszej posługi duszpasterskiej. Jest takie podejście daleko nie poprawne i nie zgodne z tym co jest w Piśmie Świętym.
Nadal też podtrzymuje, że takie narzucanie i wyznaczanie daty kiedy ksiądz po niej chodzi jest niewłaściwym traktowaniem wierzących. Bez szacunku. Bez wyrozumiałości. Ludzie naprawdę mają różne sytuacje. Nikt się z pracy nie zwoli, bo ksiądz idzie po kolędzie. Ze szpitala czy sanatorium też się nie wypisze na żądanie, bo kolęda chodzi. Szczególnie choroba może dłużej trwać niż chodzi ksiądz po kolędzie i nawet dodatkowe jej terminy nie ratują sytuacji.
Fajnie jeśli są parafie, gdzie są msze kolędowe za parafian, a ksiądz idzie tylko tam gdzie go chcą. Jednak to jest mniejszość. Są parafie, gdzie księża chodzą bardzo intensywnie i całą kolędę potrafią skoncentrować do jednego miesiąca. Chodzą rano i popołudniu, do nocy. Z przerwą na obiad. To budzi kolejne pytania. Jak ludzie, którzy często pracują rano czy dzieci są w szkołach (z zasady rano) mają być na takiej kolędzie? Czy właściwym jest zwalnianie dzieci z obowiązku szkolnego, bo ksiądz chodzi po kolędzie? Wiem i mam pewność, że są miejsca na mapie Polski gdzie tak się dzieje. Że już nie wspomnę o ministrantach, którzy często są dziećmi i mają obowiązek chodzić do szkoły, a tu jak się okazuje, że chodzą po kolędzie. Mają potem mieć miesiąc czy dwa tygodnie zaległości w szkole, nieobecności z powodu kolędy? Nie powinno tak być. Dzieci mają prawo i obowiązek uczęszczać do szkoły, a kolęda i wymysł księdza to nie powód do zawołania ze szkoły przez rodziców. Podobnie można się zapytać jeśli ksiądz uczy w szkole, to nagle jest wyjęty spod prawa? Żaden nauczyciel nie dostanie urlopu w trakcie trwania roku szkolnego, jest to zabronione prawnie (z nielicznymi wyjątkami jak np. 2-3 dni na pogrzeb osoby bliskiej). A tutaj sobie miesiąc chodzi rano po kolędzie. Przecież nie da się tego pogodzić, żeby w tym samym czasie był w szkole. Więc jest wyjęty spod prawa? Jakim cudem jest to możliwe? Jak widać kolęda może też prowadzić do nadużyć w zupełnie innych i nieoczekiwanych miejscach. Ba może nawet powodować łamanie prawa. Czy taki przykład powinni dawać księża, osoby publiczne było nie było?
Podsumowując dalej nie widzę nic dobrego w kolędzie w takiej formie w jakiej ona jest na dzień dzisiejszy w Polsce. Uważam, że powinna zostać zlikwidowana, a jeśli ktoś potrzebuje rozmowy z księdzem nich się z nim po prostu umówi czy to u siebie w domu, czy to na terenie parafii. O pobłogosławienie mieszkania / domu też można prosić w każdej chwili jeśli komuś na tym zależy i nie musi mieć ono formy kolędy. Było by wtedy na pewno dokładniejsze i lepsze. Ciekawe ile osób by się o takie błogosławieństwo upominało gdyby zlikwidować całkowicie kolędę w takiej formie w jakiej funkcjonuje ona dziś? Zapewne okazało by się, że wielu obrońców kolędy gdyby została odgórnie zlikwidowana wcale by o to błogosławieństwo nie prosiło i przeszło by do porządku dziennego nad tym faktem, uznając, że skoro tak zrobili to jest dobrze. Doszli by do wniosku, że widać nie trzeba tego robić. Myślę, że mniejszość by czuła taką potrzebę nadal i o to prosiła. A jakie jest Wasze zdanie w temacie? Zostawcie komentarz.
