Jak już była o tym mowa, Biblia nakazuje rozwijać swoje talenty wszystkim, bez wyjątków. Poprzednim razem podeszliśmy do tematu od strony kobiet i ich zaniedbywania, a nawet ograniczania i zakazywania im rozwoju w tej strefie. Dziś pora na drugi element tej układanki, czyli mężczyzn ze szczególnym uwzględnieniem księży.
Mężczyźni zawsze i wszędzie i w każdej dziedzinie mogli rozwijać swoje talenty i zdolności, zainteresowania. Nikt im nie mówił, że tego czy tamtego nie mogą. Mogą w tej wolności też stwierdzić, że chcą zostać księżmi, że chcą być wyświęceni. Oczywiści oni święcenia dostaną dziś bez większych problemów. Niby wymaga się na dzień dzisiejszy, aby ukończyli studia teologiczne, ale prawda jest taka, że przy deficycie powołań, aby kościół mógł funkcjonować tak jak do tej pory wyświęcą praktycznie każdego i po prostu przepchną przez studia. Także studia tutaj nie gwarantują posiadania wiedzy na właściwym poziomie, w tym nawet w zakresie szeroko rozumianego nauczania kościoła.
Jednak po święceniach ta wolność już się dla mężczyzn kończy. Dla jednych wyśmienicie, lecz mam wrażenie, że dla większości tragicznie. W efekcie powodując frustrację, rozczarowanie, złość, samotność, czy nawet niszcząc zdrowie – takie somatyczne, a nie tylko psychiczne. Każdy człowiek ma jakieś określone talenty, nie zależnie od tego czy je już odkrył czy nie. Każdy człowiek ma prawo coś lubić bardziej, coś mniej, a czegoś wcale nie lubić. Każdy też powinien pracować nad tym, aby te talenty rozwijać, a nie zakopywać. Niemniej tutaj względem osób, mężczyzn po święceniach (niezależnie od ich poziomu), pojawia się pewne ale. Polega ono na tym, że mają oni posłuszeństwo względem przełożonych. Wikary względem proboszcza; prezbiter względem biskupa; etc. Wynika to z hierarchicznej struktury kościoła, oczywiście stricte męskiej struktury (która jest pogwałceniem nauczania Bożego).
Będąc w seminarium mają jeszcze możliwość decydowania, czy bardziej ich interesuje np. prawo kanoniczne, czy teologia dogmatyczna, moralna, a może homiletyka czy jeszcze jakaś inna działka teologii. Wtedy jeszcze mogą ją pogłębiać i się w niej bardziej specjalizować. Po otrzymaniu święceń prezbiteratu ta wolność znika, i to zwierzchnik decyduje co mają robić i gdzie. Wiadomym jest także, że jeden człowiek woli bardziej metropolie, inny małe miasto czy wieś. Teoretycznie o to się pytają, ale co z tego, że się zapytają jeśli później się tym nie kierują. I tak kogoś kto woli wieś dają do dużej metropolii, gdzie ma problem się odnaleźć. Kogoś kogo interesuje prawo zmuszą do prowadzenia duszpasterstwa alkoholików, kogoś kto woli homiletykę i nie zna języków zmuszą, do wyjazdu na studia zagraniczne w kierunku, który do tej pory nie szczególnie tejże osoby interesował. To też jest pogrzebywanie talentów tychże osób, ich pasji i generalnie niszczenie ich. Ktoś się może w tym odnajdzie, a ktoś nie. Czy raczej nie powinni przełożeni kościelni bardziej zważać na zainteresowania poszczególnych osób niż kierować się nie wiadomo czym powierzając im konkretne posługi, w których mogą się źle czuć, czy sobie wręcz kompletnie nie radzić i unikać. Gdzie tutaj jest respekt dla tego Biblijnego nakazu do rozwijania poszczególnych talentów i ich rozmnażania? Raczej tutaj jest niejednokrotnie niszczenie drugiego człowieka w imię nie wiadomo czego. Dodatkowo taki człowiek, który nie zawsze umie się odnaleźć w tym co mu powierzono, w tym do czego go zmuszono i czuje się źle sam ze sobą, jest może sfrustrowany, zły, niepogodzony z tym co go spotkało ma to znosić w pokorze i przyciągać do kościoła wiernych i im pomagać. Ja ma to robić skoro sam by tej pomocy potrzebował? Czy o to chodzi w nakazach Bożych i zakazach Bożych, aby w sumie niszczyć drugiego człowieka? Nie!
Nawet nie zwracają uwagi na jakieś specjalne potrzeby danych jednostek, nawet te zdrowotne (tak somatycznie). Nie respektują zwolnień lekarskich, bo posługa musi być zrobiona – a na jakim poziomie, z jakimi ewentualnymi uszczerbkami dla innych osób czy samej osoby duchownej zmuszonej do zrobienia czegoś to już kościoła – przełożonych nie interesuje. Jaką szkodę to przynosi globalnie każdemu z osobna? Jak odstrasza być może ludzi od kościoła, wspólnot, czy poszczególnych posług.
Podsumowując z zasady są w Kościele instytucjonalnym marnowane wszystkie talenty kobiet oraz częściowo mężczyzn poprzez złe zarządzanie instytucją jaką bez wątpienia jest kościół. Wspólnota, która powinna dążyć do przybliżania ludzi do Boga, do zachęcania do praktykowania wiary, w efekcie może odstraszać, niszczyć. Zamiast pomagać i prowadzić do osiągnięcia świętości i zbawienia może wręcz stanąć na drodze do ich osiągnięcia. Oczywiście sprzeciwiając się tym samym nakazom zawartym w Piśmie Świętym i głoszonym przez Jezusa Chrystusa i Boga (w Starym Testamencie).
