Dziś zaczniemy od zastanowienia się nad tym, co Ojcowie Kościoła naprawdę mówili o Piotrze i papiestwie.
W I-II wieku czyli najbliżej czasów Chrystusa Klemens Rzymski pisze list do Koryntu, upomina w nim wspólnotę, ale niczego nie nakazuje. Może by rzec wskazuje co mu się nie podoba i ostateczne rozstrzygnięcie pozostawia otwarte. Nie powołuje się w nim na jakąś szczególną „władzę Piotrową”. Używa argumentów natury moralnej i upomina apostolsko, z miłością a nie jurysdykcyjnie. Wskazuje to raczej na autorytet starszego kościoła niż cokolwiek więcej. Klemens nie zachowuje się tutaj jak dzisiejszy Papież. Dalej Ignacy Antiocheński. Bardzo mocno mówi o biskupach lokalnych, zaś Rzym nazywa tylko „ przewodniczącym w miłości”. Nie ma u niego ani słowa o władzy nad innymi kościołami. Jest tylko prymat honorowy, nie władzy, nie jurysdykcji.
III – IV wiek. Cyprian z Kartaginy mówi o „katedrze Piotra”, ale jednocześnie twierdzi, że każdy biskup jest następcą apostołów w pełni i żaden nie ma władzy nad pozostałymi. Ponadto wchodzi on w otwarty konflikt z biskupem Rzymu i nie ustępuje. Piotr to dla niego symbol, nie monarcha. Orygenes / Augustyn interpretują „skałę” często jako wiarę Piotra, Chrystusa albo cały Kościół wyznający wiarę. Augustyn pod koniec życia wręcz pisze, że każdy czytelnik ma wybrać co jest prawdziwe podważając tym papiestwo jakie się kształtowało. Nie ma więc do tej pory nigdzie mowy o jednej interpretacji papiestwa i to jeszcze papiestwa jakie my znamy w XXI w.
Podsumowując dla Ojców Kościoła Rzym był ważny i Piotr maił szczególną rolę, ale nie ma tutaj jasnej doktryny papiestwa. Prymat nie oznacza jurysdykcji, która przychodzi dużo póżniej.
Z jakim modelem kościoła za tym mamy do czynienia. Model pierwotny tj. I-III w. wygląda następująco. Każdy kościół, a więc każda wspólnota ma swojego własnego biskupa. Biskupi poszczególnych wspólnot są sobie równi co do godności. Wszelkie decyzje są podejmowane kolegialnie na synodach, poprzez konsensus i przez tradycję apostolską. Nie ma tu mowy o monarchicznym kościele, czy jurysdykcji jednego biskupa nad pozostałymi.
Z czasem Rzym zyskuje na znaczeniu, ale z powodu wiary, którą się wyróżnia. Znaczenie tutaj ma fakt, że Rzym się stolicą imperium, kościół w Rzymie jest bogaty i stabilny (czyli pieniądze), spory doktrynalne wymagają jakiegoś arbitra (choć można by je nadal rozwiązywać kolegialnie, tylko wymagało by to więcej zaangażowania), zaś Nowy Testament nie jest zamknięty jako kanon ksiąg, więc cały czas są czytane także księgi nie włączone do współczesnego kanonu.
Dopiero między V a XI wiekiem rośnie realna władza biskupa Rzymu. Pojawia się też dopiero wtedy jeżyk władzy nad kościołem powszechnym. W efekcie tego, kościoły wschodnie mówią stop: my się na to nie godzimy, to nie Ewangeliczne. Skutkuje to w 1054 roku schizmą wschodnią. Gdyby papiestwo było oczywiste od Jezusa, schizma ta nie była by zrozumiała. Podkreślę, że chodzi tu o schizmę, nikt nie mówi o herezji. To druga droga jaką poszły kościoły wschodnie (chyba obecnie bliższe nauczaniu Chrystusa, choć z wyjątkami jak to w życiu bywa).
Konkluzja hierarchia jaką znamy jest możliwym rozwojem historycznym. W żaden sposób nie jest bezpośrednim nakazem Jezusa (zresztą On był konsekwentny w nauczaniu i można mieć wątpliwości czy popierał by papiestwo w obecnym kształcie skoro tak piętnował uczonych w Piśmie i faryzeuszów. Jest to oczywiście model dopuszczalny, ale nie konieczny i jest on naznaczony wieloma niewłaściwymi dla nauczania Chrystusa elementami.
Dalsza kontynuacja będzie w następnym wpisie, żeby nie przeciągać i nie przeciążać.
